Producenci samochodów są obecnie desperacko nastawieni na dwie główne rzeczy – wskoczenie do pociągu elektrycznego i próbę zrobienia czegoś z subskrypcji (mając na uwadze wszystkie pieniądze, jakie firmy z zupełnie niezwiązanych dziedzin zarabiają na tym modelu).
BMW przoduje w obu przypadkach i wszyscy pamiętają, jak w zeszłym roku zaczęto pobierać od klientów opłaty za podgrzewane siedzenia, prawda? Cóż, tego już nie ma. „Funkcja” przetrwała tylko jedną zimę i to ledwo. BMW, ku własnemu zaskoczeniu, stwierdziło, że ludzie nie chcą płacić za tego typu rzeczy, więc wycofało ze swoich sklepów internetowych subskrypcję podgrzewanych foteli.

Nie było to powszechnie dostępne na całym świecie, ale było oferowane klientom w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Nowej Zelandii, Korei i Republice Południowej Afryki przynajmniej za pośrednictwem cyfrowych sklepów BMW w tych krajach. Ceny różniły się w zależności od terytorium, ale wynosiły około 18 dolarów za miesięczną subskrypcję, około 180 dolarów za cały rok, 300 dolarów za trzy lata i 415 dolarów za nieograniczony dostęp.
Od tej chwili za podgrzewane siedzenia nadal będziesz płacić, ale tylko raz przy zakupie samochodu – albo za tę funkcję osobno, albo jako część pakietu.
Zanim zaczniesz zbyt mocno świętować, pamiętaj, że BMW stroni jedynie od tego specyficznego rodzaju subskrypcji – takiej, w ramach której płacisz za funkcję sprzętową, która była już fizycznie obecna w samochodzie, nawet jeśli z niej nie korzystałeś.

Firma nadal chętnie przyjmie Twoje pieniądze na subskrypcję oprogramowania, takiego jak pomoc przy parkowaniu lub inne funkcje aktywnego bezpieczeństwa. Członek zarządu BMW ds. sprzedaży i marketingu, Pieter Nota, powiedział Autocar, że „pomyśleli, że zapewnimy klientowi dodatkową usługę, oferując możliwość późniejszej aktywacji, ale akceptacja użytkowników nie jest aż tak wysoka. Ludzie mają wrażenie, że zapłacili podwójnie – co w rzeczywistości nie było prawdą, ale zawsze to powtarzam, że postrzeganie jest rzeczywistością. Dlatego właśnie to przerwaliśmy”.